Ponieważ nie za dużo tego urlopu (ino weekend), a i kasy nie za wiele, postanowiłam wybrać się do niedalekiej Vilhelminy. Pogoda jak zwykle nie rozpieszcza, leje, ale przynajmniej jest ciut cieplej niż w Tärnaby. No i wiatr nie urywa głowy (co często ma miejsce w Tärnaby).
Obszedłszy całą mieścinę wzdłuż i wszerz, zajrzawszy do muzeum... i to by było na tyle atrakcji.
Imć królowa Fredrika Dorotea Vilhelmina, imieniem której nazwano mieścinę:
A to na potwierdzenie faktu, że pogoda jest fatalna:
(zdjęcie ustrzelone w okolicach południa)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz