Tarnaby

poniedziałek, 5 lipca 2010

trochę techniki i człowiek się gubi...

No cóż, ledwo przyjechała do krainy wiecznych mrozów (a są tu dziksze upały niż w Wawie... a przynajmniej tak mi się wydaje, bo biegam w dżinsach i butach trekkingowych, zamiast sandałków), dorwałam się do internetu.
W następujący sposób:
1. Odpaliłam kompa.
2. Odpaliłam przeglądarkę.
3. Pojawiło mi się info o możliwości wykupienia internetu na 20 lub 60 minut via sms. Ponieważ od ponad pół godziny dysponuję szwedzkim numerem telefonu, to żem zaszalała i zakupiła. Po otrzymaniu loginu i tajnego kodu, internet stanął przede mną otworem (nie tym tylnym bynajmniej).
U nas na wsi takich cudów nie ma.

P.S. Rzecz działa się na dworcu autobusowym w Sztokholmie.

3 komentarze:

  1. Ciekawe, czy droga taka przyjemność? Mikołaj mi dziś właśnie doniósł, że w hotelu w Dusseldorfie jest tanie Wi-Fi, bo kosztuje "tylko" 6 euro za 6h (w przeciwieństwie do 22 euro za 24h w Maastricht). A ja w ogóle uważam, że Wi-Fi powinno być darmowe i ogólnodostępne, o :)
    (psst, to ja, Leclerc! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak człowiek jest uzależniony, to płaci :)
    20 min za 10 SEK, 60 min za 20 SEK (nie chce mi się liczyć na krajowe). Opcji darmowych na dworcu nie przewidziano.

    OdpowiedzUsuń
  3. Spoko, ja jestem na świeżo i SEKi dość dobrze przeliczam :) Na Alandach wszędzie obowiązywał kurs 1 EUR = 10 SEK.

    OdpowiedzUsuń