Dzisiaj w końcu coś się dzieje. Zaczął się 3-dniowy przygraniczny jarmark. Zjechali okoliczni wyrobnicy dóbr wszelakich, jak również Pakistańczycy, Tajowie i Argentyńczycy, ze swoim równie tradycyjnym towarem :)
Nawet kebab się umiejscowił między straganami.
Jako że pogoda dziś zaiste piękna, słoneczko świeci i jest całe 12 stopni (czyli cieplutko!), polazłam żem popatrzeć na ludzi i się trochę ucywilizować. Poddawszy się nastrojowi jarmarcznemu zakupiłam ręcznie robiony szalik - rzecz niezbędna w lipcu w tej szerokości geograficznej :)
http://www.hemavantarnaby.se/default.asp?pageid=40971

Chyba zaraziliście nas tą pogodą. Co prawda 36 stopni w cieniu, jak było dotychczas, to też lekka przesada - ale dziś jest chyba z 15 i leje, brrr, przypominają mi się wakacje na Mazurach w dzieciństwie (3 tygodnie wakacji nad jeziorem, z czego do jeziora udało się wejść może z raz :)).
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o deszcze, to ja się nie poczuwam, bo u nas słonko świeci (no, świeciło aż do wczoraj) :P
OdpowiedzUsuń