Dziwne są tutejsze komary. Zachowują się odmiennie do naszych krajowych, przez co wydawałoby się, że trudniej je unicestwić.
Komar tutejszy, w przypływie głodu, podlatuje i natychmiast zasiada do uczty. Często niezauważony. Nasze swojskie wampirki najpierw robią rozeznanie terenu, latają na wysokości wzroku robiąc przy tym dużo hałasu i wnerwiając przyszłego krwiodawcę. Po zrobieniu rozeznania komar odlatuje, po czym po jakimś czasie wraca na rekonesans. Znalazłszy upatrzone (niestrzeżone!) miejsce, ucztuje do woli.
Komar tutejszy po prostu idzie na żywioł. Nie lata na wysokości wzroku, przez co osłabia czujność krwiodawcy, i często udaje mu się ujść z życiem.
Niestety jednak tubylcy latają na tyle wolno, że spokojnie można łapać je w rączki, ewentualnie wsysać odkurzaczem. I tak kończy się ich smutny żywot.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz